Sąd orzekł: Mieszkańcy Sędzimirowa nie powinni płacić za wodę!

To nie przywilej, ale konsekwencja szkód górniczych, które spowodowały wysuszenie studni 40 lat temu. 14 lipca 2016 roku Sąd Okręgowy w Legnicy wydał prawomocny wyrok, który oddala od mieszkańców Sędzimirowa wszelkie roszczenia Gminnego Przedsiębiorstwa Komunalnego w Pielgrzymce. Całą sprawę śledził i opisał Piotr Kanikowski i za Jego zgodą zamieszczamy poniżej tę relację.

Sąd postawił kropkę nad “i”: wsi należy się woda za darmo

/   14/07/2016  /

8 mieszkańców Sędzimierowa wygrało  w sądzie z Gminnym Przedsiębiorstwem Komunalnym w Pielgrzymce, które żądało od nich uregulowania rachunków za wodę i odprowadzanie ścieków.  Dzisiejszy wyrok niesie dla gminy dotkliwe konsekwencje. Będzie musiała sama bezpłatnie dostarczać wodę dla Sędzimirowa lub – wbrew porozumieniu z 2012 roku – wymóc to na KGHM. To przez kopalnię miedzi 40 lat temu powysychały wszystkie studnie we wsi. O zwrot pieniędzy na pewno upomną się też kilkudziesięciu gospodarzy, którzy przez ostatnie 3 lata karnie regulowali należności.

Sędzimirów to jedyna miejscowość w gminie Pielgrzymka, która ma wodę w kranie za darmo. Tak jest od połowy lat siedemdziesiątych, kiedy na skutek działalności kopalni miedzi Konrad w Iwinach drastycznie obniżył się poziom wód gruntowych w całej wsi. Wyschły studnie – do dzisiaj wszystkie stoją puste. KGHM jako winowajca został zobowiązany, by w ramach naprawy szkód górniczych wodę dostarczać mieszkańcom Sędzimirowa na swój koszt. Najpierw kombinat dowoził ją beczkowozami, potem pociągnął wodociąg od ujęcia w Iwinach, naprawiał go i modernizował. Po zamknięciu kopalni Konrad ciążący na KGHM obowiązek realizowała spółka Aquakonrad, a potem lubińska Energetyka. W ten sposób od 1982 roku wszyscy mieszkańcy Sędzimirowa mieli wodę w kranach bez ograniczeń i zupełnie za darmo.

W grudniu 2012 r. Energetyka poinformowała gminę Pielgrzymka, że jej zdaniem z chwilą uruchomienia wodociągu szkoda została naprawiona, więc w kwietniu 2013 roku definitywnie zaprzestanie dostaw. W pożegnalnym geście zaproponowała wójtowi Tomaszowi Sybisowi przekazanie 1,8 mln zł na budowę alternatywnego wodociągu dla Sędzimirowa oraz modernizację stacji uzdatniania wody. Ale jako warunku przekazania pieniędzy zażądała podpisanie porozumienia, w którym gmina na wieczne czasy zrzeka się wszelkich roszczeń za szkody górnicze. Choć Tomasz Sybis nie widział ekspertyz, był przekonany, że jest tak jak mówią prezesi z Energetyki, tzn. szkody górnicze zostały w Sędzimirowie naprawione. Nie miał oporów przed zrzeczeniem się roszczeń w imieniu gminy, bo gmina ani ich nie miała, ani mieć nie mogła: poszkodowanymi byli wszak konkretni mieszkańcy wsi. A chłopski spryt podpowiadał mu, że skoro Energetyka chce dać prawie dwa miliony za frajer, to trzeba brać. Dlatego 12 grudnia 2012 roku, po uzyskaniu akceptacji rady gminy, podpisał porozumienie.

W ten sposób za 1,8 mln zł Energetyka wymiksowała się ze sprawy. Obowiązek dostawy wody dla mieszkańców Sędzimirowa i związane z nim koszty spadły na gminę, a konkretnie na spółkę Gminne Przedsiębiorstwo Komunalne w Pielgrzymce. Gospodarzy zostali poinformowani, że szkoda górnicza została naprawiona, w związku z czym od kwietnia 2013 roku mają podpisać z GPK umowy oraz płacić za wodę według tej samej taryfy co reszta wiosek w gminie. Ludzie zareagowali różnie. Większość dla świętego spokoju płaciła co kazano, ale około 30 domów się zbuntowało, odmówiło podpisania papierów i ignorowało naliczane przez spółkę rachunki. Odrzucili argument, że szkoda została naprawiona.

- Jak nie ma szkody, skoro woda nie wróciła do studni? – pyta Roman Dzierżek, jeden z buntowników. Jego zdaniem samo położenie wodociągu nie załatwia sprawy, bo co komu po rurze. Ze studni mogli czerpać wody ile chcieli za darmo: do oprysków, dla bydła, na ogródek…. To z wodociągiem, który je zastępuje, powinno być tak samo.

Gminne Przedsiębiorstwo Komunalne w Pielgrzymce na różne sposoby próbowało przekonywać sędzimirowian, by podpisali umowy i podporządkowali się taryfie. Ludzie skarżą się, że stosuje się wobec nich szantaż ekonomiczny. W jaki sposób?

Wieś jest podpięta do kanalizacji i razem z opłatami za wodę spółka nalicza rachunki za odprowadzanie ścieków. Z tymi, którzy wykorzystują wodę tylko do celów socjalno-bytowych (posiłki, mycie, pranie, toaleta) sprawa jest prosta: gdy zużyją 3 metry sześcienne wody, to płacą też za wpuszczenie do oczyszczalni 3 metrów sześciennych ścieków. Ale na przykład Leszek Szymański trzyma 11 sztuk bydła, które musi poić kranówką, bo nie może korzystać ze studni. To, co krowy wypiją, wsiąka w glebę – nie idzie do oczyszczalni, podobnie jak woda zużyta na opryski czy do mycia maszyn.

Rolnicy w Sędzimirowie zamontowali na własny koszt podliczniki, by inkasenci mogli sprawdzić, ile ścieków naprawdę wpuszczają do gminnej kanalizacji. Spółka uwzględnia to przy naliczaniu rachunków za odbiór ścieków, ale tylko w tych gospodarstwach, które podpisały z nią umową i płacą za wodę. U buntowników podliczników nie sprawdza, więc ludzie robią to sami; sami dokonują stosownych odliczeń i płacą tylko tyle, ile ich zdaniem się należy. GPK ani myśli podarować im różnicy. Od Leszka Szymańskiego zażądało 11 tys. zł za ostatnie 3 lata. Odmówił. I trafił do sądu jako pozwany, jeden z owych ośmiu, którzy dziś wygrali w Sądzie Okręgowym w Legnicy. Z pasją, rozwagą i nadzwyczajnym zaangażowaniem bronił ich wrocławski mecenas Dawid Śliwa. To również jego sukces.

Roszczenia komunalnej spółki oddalił wcześniej Sąd Rejonowy w Złotoryi. To podczas tamtego procesu okazało się, że wydając w 2002 roku pozwolenie na działalność dla Gminnego Przedsiębiorstwa Komunalnego gmina zaznaczyła, że woda dla Sędzimirowa ma być dostarczana za darmo w ramach szkód górniczych. I choć sytuacja od tamtego momentu się zmieniła (KGHM przestał pokrywać koszt dostaw) zapis w pozwoleniu pozostał i – zdaniem sądu – wciąż obowiązuje.

Takie rozpoznanie potwierdził dziś wyrok Sądu Okręgowego w Legnicy, który oddalił apelacje Gminnego Przedsiębiorstwa Komunalnego w Pielgrzymce. Wszystkie roszczenia spółki wobec mieszkańców Sędzimirowa zostały oddalone. GPK musi też zapłacić ok. 1440 zł kosztów procesowych.

Sylwia Kondratowicz, przewodnicząca składu sędziowskiego. uważa, że opinia o naprawieniu szkody górniczej ma logiczne uzasadnienie.

- Problem w tym, że rzeczywistość rozmija się z decyzją administracyjna – wyjaśniała w uzasadnieniu wyroku. – A sąd powszechny nie może ingerować w treść tej decyzji. Dalsze kroki leżą wyłącznie w gestii gminy i Gminnego Przedsiębiorstwa Komunalnego.

Józef Zając, prezes Gminnego Przedsiębiorstwa Komunalnego w Pielgrzymce, uważa, że to nie jego spółka odpowiada za szkody górnicze w Sędzimirowie i nie jego spółka powinna ponosić konsekwencje tej sytuacji. Co do tego, mieszkańcy Sędzimirowa są z nim zgodni. Za wodę dla ich wsi powinien, jak dawniej, płacić KGHM.

Tekst i fotografia  PIOTR KANIKOWSKI