e-legnickie donosi

Portal e-legnickie pl zamieścił dzisiaj następującą wiadomość:
07 grudnia 2013 06:11
Robert Pawłowski

Kilka dni temu Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu stwierdził nieważność studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy Pielgrzymka, a dzień później unieważnił plan zagospodarowania terenów dla elektrowni wiatrowej w Wojcieszynie (gmina Pielgrzymka). Inwestor wycofał wniosek o pozwolenie na budowę. To pierwszy przypadek na terenie Zagłębia Miedziowego tak zdecydowanego oporu mieszkańców gminy przeciwko farmom wiatrowym. Nie jest tajemnicą iż organizatorzy protestu byli zastraszani, sprawy przeciwko nim kierowano do sądów. A jednak upór mieszkańców gminy Pielgrzymka zakończył się sukcesem. Dodajmy iż do podobnego boju szykują się mieszkańcy gminy Męcinka.

W batalię przeciwko budowie farmy wiatrowej na terenie Wojcieszyna, od początku włączył się Jacek Barciszewski, prezes Stowarzyszenia Agroturystycznego Gór Kaczawskich, a do niedawna sołtys wsi Wojcieszyn. Z Jackiem Barciszewskim rozmawiał Robert Pawłowski.

To już koniec walki z wiatrakami w Wojcieszynie?

- Mam nadzieję, że tak.

Dlaczego nie chcieliście wiatraków?

- Zostały nam narzucone bez konsultacji i z naruszeniem prawa. Byliśmy zaskoczeni, że potężne, prawie 200-metrowe wiatraki będą stały tak blisko naszych domów. Spokojna i malownicza kraina pomiędzy Grodźcem, Wilczą Górą i Ostrzycą miała stać się jedną wielką elektrownią najeżoną masztami przewyższającymi te trzy wzniesienia i rozbłyskającą w nocy dziesiątkami czerwonych lamp ostrzegawczych. Tego w ogóle nie przewidywała strategia rozwoju gminy Pielgrzymka, która opierała się o wykorzystanie walorów turystycznych regionu, ani program ochrony środowiska, którego priorytetem miała być walka z hałasem. Wpływ wiatraków na środowisko naturalne i mieszkających w pobliżu ludzi nie jest jeszcze dokładnie zbadany, ale doświadczenia krajów, które przeżyły już egzaltację tym źródłem energii odnawialnej nakazywały zachowanie dużej ostrożności.

Batalia trwała bardzo długo…

- O planach budowy farmy wiatrowej dowiedzieliśmy się zupełnie przypadkowo 25 lutego 2010 r. na zebraniu wiejskim w Wojcieszynie, w przeddzień uchwalenia planu zagospodarowania przestrzennego, który umożliwiał taką inwestycję. Uczestnicy zebrania jednogłośnie wystosowali wtedy apel do wójta, aby wstrzymać podjęcie tak ważnej decyzji, zasięgnąć opinii niezależnych ekspertów i przeprowadzić prawdziwe, a nie pozorne konsultacje społeczne. Niestety następnego dnia rada gminy przyjęła kontrowersyjny plan. Napisaliśmy list protestacyjny do wójta podpisany przez kilkadziesiąt osób. Domagaliśmy się między innymi informacji, dlaczego większość turbin ma stanąć na polach przewodniczącego rady gminy, który doprowadził do uchwalenia planu. Z odpowiedzi wynikało, że za późno na zmianę decyzji, a władze gminy nie ulegną presji garstki osób, w których partykularnym interesie jest niedopuszczenie do budowy farmy wiatrowej i które dezinformują mieszkańców strasząc ich rzekomymi zagrożeniami. Przeczuwając, że nie wszystko jest w porządku, postanowiliśmy nie dopuścić do budowy elektrowni wykorzystując możliwości przewidziane prawem. Pewności dodała nam wiadomość, że wojewoda również dopatrzył się naruszenia prawa i zaskarżył plan do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Kto zaangażował się w batalii?

- Aktywnie działały dziesiątki mieszkańców Wojcieszyna, Pielgrzymki i Nowej Wsi Grodziskiej, których popierały setki ludzi. Założyliśmy Obywatelski Komitet Nasza Gmina Pielgrzymka.

Najpierw wieś się zjednoczyła, ale później nastąpił chyba dosyć ostry podział?

- W takich małych miejscowościach nigdy nie można liczyć na 100% poparcia. Ludzie kalkulują, co im się bardziej opłaca, a poza tym dominuje przekonanie, że „władza” i tak postawi na swoim. Mało osób wierzyło, że nasze działania mogą zakończyć się sukcesem, chociaż trzymali za nas kciuki.

Do dzisiaj jednak grupa przeciwników budowy elektrowni wiatrowej jest liczna i skonsolidowana. Było to widać podczas procesu, który wytoczył panu oraz panu Andrzejowi Kmicie inwestor.

- Tak. Obecność tylu osób na sali sądowej dodawała nam otuchy.

O co oskarżył panów inwestor?

- O „świadome i bezpodstawne pomówienie i znieważenie spółki, co naraziło ją na utratę zaufania potrzebnego dla prowadzonej przez nią działalności” , cytując akt oskarżenia.

Na jakim etapie są sprawy w sądzie przeciwko panom?

- W sprawie karnej sąd umorzył większość zarzutów pozostawiając jeden do rozstrzygnięcia, natomiast w sprawie cywilnej nie zapadły jeszcze żadne decyzje.

Zarzuca się komitetowi przeciwników wiatraków, że storpedowaliście inwestycję, dzięki której gmina mogła załapać finansowy oddech.

- Nie słyszałem takich zarzutów ze strony mieszkańców. Natomiast większość radnych i wójt mieli pretekst, żeby na każdym kroku tłumaczyć problemy finansowe gminy naszymi niecnymi działaniami. Prawda jest jednak taka, że gmina nie ma żadnego sensownego planu rozwoju i zwiększenia przychodów. Liczba mieszkańców systematycznie maleje, a ten exodus przybrałby jeszcze na sile, gdyby powstała farma wiatrowa. Taka inwestycja oznaczałaby stagnację gospodarczą na co najmniej 30 lat i nieodwracalne zmiany w środowisku.

Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu stwierdził nieważność studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy Pielgrzymka, a dzień później unieważnił plan zagospodarowania terenów dla elektrowni wiatrowe – co to oznacza?

- Że do wyborów samorządowych mamy spokój. Miejmy nadzieję, że następna ekipa podejdzie rozsądnie do tego tematu, a poza tym, za rok będą już inne warunki dla inwestorów, mniejsze dotacje i być może, mniejszy zapał do inwestowania w te kontrowersyjne źródła energii.

Czego nauczyła pana ta kilkuletnia batalia?

- Walka trwała tyle, co nauka w liceum, ale to nie była przyjemna szkoła. Przekonałem się, że apele o powstrzymanie zmian klimatycznych na naszej planecie, to głównie lobbing potężnego kapitału, który chce wykorzystać swoje „5 minut” w Polsce, czyli nieprecyzyjne prawo i wielkie dotacje. Farmy wiatrowe stawiane są przeważnie w biednych gminach, w których łatwo przekonać samorząd, który nie ma żadnego pomysłu na przyszłość, do łatwych, ale niewielkich dochodów z podatku od budowli.Ten proceder nie jest niczym nowym, z tym, że kraje przodujące mają szczyt tego biznesu już dawno za sobą, a w krajach słabszych ekonomicznie, nadeszła właśnie era wiatraków. A wszystkim rządzi wielki kapitał, dla którego nie ma żadnych granic, ani państwowych, ani moralnych.